<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Wspomnienia konduktora tramwajowego> 
<author_1=Izydor Koszykowski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=8>
<date=1952-08-17>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Konduktor stoi ca drog w koyszcym si wozie Wracajc z pracy czuje, e zamiast ng ma dwa kamienie uwizane do tuowia. Pasaerowie czsto nie maj litoci i ka chodzi za sob na drugi koniec wagonu, trzymaj w rku pienidze po to, aby tam je wrczy konduktorowi. Szczeglnie pasaerki s nielitociwe. Konduktor, idc za pasaerk, staje przy jej awce i czeka. Nasza za pasaerka otwiera torebk, wyjmuje chustk do nosa, pniej pomadk, pniej puder, lusterko a czstokro i czernido do brwi. Konduktor odchodzi do innego pasaera, zdenerwowany, i ta pani ignoruje jego osob, uwaajc, i buzia jest waniejsza ni pacenie za bilet. Gdy nasza pasaerka skoczya z pacykowaniem, zamyka najspokojniej torebk, zapominajc o kupnie biletu. Konduktor wraca, przypomina Ona: zdaje si, e ju zapaciam. Konduktor odpowiada basem, nie zawsze ju miym  nie! Ano pasaerka znw otwiera torebk i szuka. Konduktor idzie dalej, aby zaatwi innych pasaerw, ktrzy tymczasem weszli do tramwaju. Gdy wraca do naszej znajomej, ta ju i powrotem ma torebk zamknita. Teraz konduktor ju nie odstpuje od niej. To wanie wyglda, e stoi jak kat nad dobr dusz. Powiedzcie, czy nie moe go to wszystko wyprowadzi z rwnowagi?
Ciepego dnia przy otwartych oknach usiado towarzystwo skadajce si z dwch mczyzn i jednej damy. Jeden z nich wyj szedziesit groszy i zapaci za trzy bilety, ktre ja mu zaraz wrczyem. Po przejechaniu kilku przystankw, jeden z tych pasaerw zwrci si do mnie, i zapaci za bilety, a nie otrzyma ich. Ja byem modym pracownikiem, tak zwanym zastpc konduktora, ktry nie ma adnych praw i moe by usunity kadego dnia.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>